n

BOHATERKA

BOHATERKA
opowiadanie twórcze

– Konarze, Konarze! Opowiedz mi coś- poprosił mnie mały dąbek.
– No, dobrze – powiedziałem- ale daj mi się chwilę zastanowić. Poruszyłem moją liściastą głową i wymyśliłem. – Ale słuchaj uważnie! – zastrzegłem.
Pewnego upalnego popołudnia zastanawiałem się, ile lat ma najstarszy buk w naszym lesie i wtedy zobaczyłem śliczną, młodą dziewczynę spacerująca dróżką nieopodal mnie. Postanowiłem powiedzieć jej dzień dobry (jak to zwykle robię) i o dziwo, wiesz co? Ona mi odpowiedziała! mówiąc: -Dzień dobry buku! Co słychać?
Ta niezwykła dziewczyna była inna od wszystkich współczesnych dziewcząt. Miała piękne kasztanowe włosy, brązowe oczy i śniadą cerę. Była ubrana w te… no… jak to ludzie mówią – dżinsy, ale za to miała wspaniały charakter i nietypowy dar rozumienia drzew. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Tamara – bo tak miała na imię
– powiedziała, że pochodzi z miasta i że prawie nie ma koleżanek, bo te uważają ją za dziwaczkę, dlatego że kocha przyrodę. Bardzo mnie to zasmuciło i chciałem jej jakoś pomóc, ale wtedy usłyszałem głośne wrzaski wyraźnie dochodzące z oddali. Obydwoje się tym przejęliśmy i postanowiliśmy czekać na dalszy bieg wydarzeń.
Okazało się, że sprawcami tego hałasu byli znajomi Tamary, którzy celowo niszczyli las. Jakby tego było mało naśmiewali się z niej mówiąc: -Co robisz Tami, rozmawiasz z drzewami? To bardzo mnie zraniło.
– Taaaaak, a masz coś przeciwko?
– Słyszycie ją? A masz coś przeciwko?! – mówił dalej przywódca bandy drwiącym głosem.
– Patrz chłystku, spójrz, co zrobimy z twoją kochaną przyrodą! – i wtedy się zaczęło… Chłopaki wyciągnęli radio i włączyli je tak głośno, że moje kochane uszy chociaż są drewniane – o mało co nie popękały. Mało tego! Wzięli także takie psiukające puszki hm… no, te… farby w sprayu i zaczęli malować trawę, kwiaty, a nawet nas drzewa czarną, śmierdzącą mazią. Im dłużej wąchałem to paskudztwo, tym coraz gorzej mi było oddychać. Tamara prosiła ich, błagała, aby nas zostawili:
– Nie bądźcie potworami i nie niszczcie przyrody, bo ona może umrzeć.
– A niech tam sobie umiera! Wcale nas to nie obchodzi – powiedział najwyższy z bandy. – Możesz sobie prosić i prosić, nas to nie wzrusza, ale dzisiaj nam już się znudziło, wrócimy tu jutro i wtedy zobaczysz jak potrafimy niszczyć. Przerażeni tą groźbą mieliśmy zamiar czuwać w oczekiwaniu na ich przyjście. Tak też zrobiliśmy.
Następnego dnia to, co zobaczyliśmy, przeszło nasze wszelkie najśmielsze oczekiwania. Te wstrętne chłopaczyska przybyli o tej samej porze uzbrojeni po zęby przeciwko nam – bezbronnej przyrodzie. -1 co ciamajdo – zwrócili się do Tamary – spróbujesz stanąć nam na drodze?
– Nie jestem żadną ciamajdą i wiedz o tym, że się was wcale nie boję!
– O jejku, ona się nas nie boi – no to patrz!
Z tymi słowami wyjęli z torby górę śmieci i zaczęli ją rozrzucać po całym lesie. Na początku Tami próbowała je zbierać, ale śmieci coraz bardziej przybywało, a na dodatek chłopaczyska zlali całą ściółkę cuchnącą benzyną. Biedne stworzonka, które tam mieszkały zostały albo zasypane śmieciami, albo się utopiły, a jeśli nie, to na pewno zatruły się toksycznymi oparami. Najgorsze było to, że Tamara nie mogła nic zrobić, bo chłopaczyska mieli nad nią przewagę. Kiedy już zaśmiecanie ich znudziło, wyciągnęli z kieszeni noże i zaczęli ryć nimi w naszych drewnianych ciałach – to było straszne. Pisali albo NISZCZYCIELE albo swoje inicjały, np. BOS, B.K i na dodatek wszędzie rysowali krzyże. Na własnej korze poczułem, co to znaczy nóż, straciłem wiele soków… Ale drzewa tak łatwo się nie poddają – nawet te najmniejsze! Kolejnego dnia zbójcy wrócili tak samo niebezpieczni, a jak się później okazało nawet o wiele bardziej. Ja wraz z moją przyjaciółką i resztą lasu cali drżeliśmy na myśl, co dzisiaj wymyślili. Jak się okazało, nasi oprawcy kierowali się zasadą do trzech liści sztuka. Trzeciego dnia postanowili nas unicestwić! Zabrali ze sobą warczące skrzynki – piły motorowe – zapałki, a także benzynę i łopaty. Na początku postanowili wyłamać nam wszystkie kończyny. To było okrutnie bolesne! Później zabrali się do ścinania. To były straszne katusze: nie zabijali nas od razu, tylko powoli, powolutku… Gdy Tamara próbowała ich powstrzymać od tej nieludzkiej zbrodni, popchnęli ją tak mocno, że wpadła na mnie i straciła przytomność. Zbrodniarze wcale nie przejmowali się jej losem i przystąpili do dzieła: wzięli łopaty, odkopali nam korzenie – nasze źródło życia
– i ponacinali je, a przecież korzenie u drzewa są tak ważne jak żyły u człowieka! Potem pocięli nam ciało, a na końcu polali nam rany benzyną, ale nie wszystkich podpalili – ja miałem to szczęście, że mnie nie ruszyli. Najgorzej ucierpiał młody dąbek – mniej więcej w twoim wieku. Nie dość, że go całkowicie ścięli, to jeszcze podpalili. Na szczęście Tamara odzyskała wtedy przytomność i ugasiła wszystkie poszkodowane drzewa. Gdy zobaczyła, co się stało, koniecznie chciała coś zrobić. Nie obchodził jej sposób ani wykonanie. Miała zamiar zrobić wszystko, byle tylko nam pomóc. Myślałem, że już nic nie można poradzić, a jednak przypomniałem sobie o starożytnym sposobie, ale bardzo drastycznym w skutkach. Nie chciałem jej o nim mówić, ale ona zauważyła, że mam jakiś pomysł i wtedy okazało się, że Tami nie tylko rozumie mowę drzew, ale także czyta w ich myślach. I dowiedziała się! Sposób ten polegał na znalezieniu księcia lasu, który znajdował się pośród rannych drzew, i wymianie życia pomiędzy nim, a jakimś stworzeniem. Tym kimś była właśnie moja przyjaciółka. Jednak wykonanie tego obowiązku wcale nie było proste. Nie dość, że ktoś musiał zapłacić za nie życiem, to jeszcze trzeba było znaleźć księcia lasu i to do zachodu słońca. W tym momencie na Tamarę spłynął jakiś gwiaździsty promień i powiedziała w języku drzew:
-Eleae, eleae una ta, to znaczy: książę, książę, ukaż się.
I wtedy ten zmasakrowany mały dąbek zaczął świecić takim samym gwiaździstym światłem jak Tami. Dziewczyna domyśliła się, że to znak. Wzięła ze sobą wątły konar i położyła go obok siebie na tej samej brudnej ściółce, a ja – chcąc nie chcąc – wymówiłem zaklęcie:
-Aju ta acut – niech się stanie!
Po tych słowach rytuał miał się wypełnić. Błyszczące światełko, które rozświetlało ciało Tamary jasnym łukiem, przepłynęło do ciała dąbka, które teraz stało się świeżo brązowe. Natomiast nasza bohaterka stawała się coraz bledsza i bielsza, aż w końcu zmieniła się w ducha zwanego później Matką Naturą.
A las i nasz dąbek z powrotem stały się świeże i zielone. Podobnie jak ja! Może już domyślasz się, kim był ten młody dąbek? To był twój tata, a ty jesteś księciem, mój drogi przyjacielu. I co ty na to? Czy to opowiadanie czegoś cię nauczyło?
-O tak, teraz już zawsze będę wiedział, że nie należy zaśmiecać środowiska, podpalać lasów, ani tym bardziej wycinać ich bez potrzeby, żeby nie zmarnować wysiłków naszych przodków.

Milena Miękina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by WordPress
n