n

Kartka z pamiętnika

Kartka z pamiętnika
Radnogórskiego Lasu

8 maja 1863 r.

Dzisiejszy poranek zaczął się szczególnie pięknie. Jeszcze przed wschodem słońca słyszałem donośne i radosne śpiewy ptaków. Niebo robiło się coraz jaśniejsze, aż wreszcie zarysował się piękny widok wschodzącego słońca. Tak niepowtarzalny poranek zwiastował niezwykły dzień. Promienie słoneczne przedzierały się przez gęste korony moich drzew, dając jasne prążki światła. Lekki ciepły wiaterek poruszał młodymi rozwijającymi się listkami i wiosennymi kwiatkami zapewniając mieszkańcom lasu wspaniałą woń. Piękny poranek zmobilizował do pracy owady i drobne robaczki leśne. Niebawem zaczęły hasać zające i inne wspaniałe zwierzątka.
Mój porządek nieoczekiwanie przerwał gwar dochodzący od strony Zdziechowic. Z daleka zaobserwowałem małą grupę jeźdźców na wspaniałych koniach. Jechali oni dość wolno, lecz mimo tego wkrótce można było rozpoznać przybyszów. Mieli ze sobą małe pakunki oraz widoczną broń. Nieznani goście zajechali do naszego dworku na Radnej Górze. Zostawili konie na podwórku i udali się do środka. Po niedługim czasie ujrzałem między drzewami dwóch znajomych mi mieszkańców pobliskiej wioski. Żywo rozmawiali o przybyszach. Z ich rozmowy wywnioskowałem, iż naszym gościem jest sam przywódca powstania Romuald Traugutt. Byłem niezmiernie dumny i szczęśliwy, iż na moim obszarze przebywa tak znamienity gość. Traugutt po krótkim odpoczynku zaczął przechadzać się moimi wąskimi ścieżkami. Napotkawszy   powalone drzewo usiadł na nim wraz z zaprzyjaźnionymi mu ludźmi. Przez długi czas siedzieli w milczeniu, nie zmieniając praktycznie pozycji. Siedząc tak zaczęli wreszcie rozmowę. Ich głosy były ściszone, a twarze bardzo skupione. Znałem bieżące wydarzenia i nietrudno było domyśleć się, że rozmawiają o nadchodzącej walce. W pewnym momencie Romuald Traugutt wyjął kartkę, pióro i zaczął coś skrzętnie notować. Następnie zaczął kreślić jakiś plan działania i objaśniać go pozostałym. Nadchodziło południe, słońce coraz bardziej przygrzewało. Goście postanowili powrócić do dworku. Żar słoneczny uśpił cały las. Tylko nieliczne ptaki sobie podśpiewywały, a reszta mieszkańców pogrążyła się w popołudniowym odpoczynku. Popołudniową ciszę przerwał szybko nadjeżdżający ku dworkowi jeździec. Przez otwarte okna wyczuwało się jakąś nerwowość i zamieszanie. Równo o zachodzie słońca niezwykli goście szybko udali się w drogę powrotną.
Żal mi było, że tylko jeden dzień przebywali u mnie tak zacni i wielcy goście. Słońce zaszło już zupełnie, zaczęło robić się cicho i ciemno. Na niebie pojawiły się ciężkie burzowe chmury, chociaż nic wcześniej nie zapowiadało tak szybkiej zmiany pogody. Tylko moi stali mieszkańcy – ptaki i zwierzęta – przeczuwając rychłą zmianę pogody pochowały się w norkach i gniazdach, aby bezpiecznie przetrwać zbliżającą się burzę.

Tomasz Sabala

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by WordPress
n