n

KARTKA Z PAMIĘTNIKA

KARTKA Z PAMIĘTNIKA PIĘĆDZIESIĘCIOLETNIEJ BRZOZY

wtorek, 24 lipca 2002r.

To już ósmy dzień tych okropnych upałów w naszym powiecie tego lata! Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio padał deszcz, którego tak bardzo wszyscy potrzebujemy…
Dzisiaj rano obudził mnie warkot traktora. Chociaż był jeszcze daleko, to lekki dreszczyk przeszedł mi po korze. Nie lubię, kiedy jacyś ludzie przyjeżdżają do lasu z piłami motorowymi i ścinają młode drzewa. Czy oni nie mają serca?! Przecież nas to boli! Ludzie po prostu odbierają nam życie! Traktor coraz szybciej zbliżał się w naszą stronę, a mnie i młodej brzozie obok coraz mocniej biły serca. Przecież moja przyjaciółka i ja jesteśmy dużymi, dorodnymi drzewami, dlatego ludzie mogą nas ściąć. I tego najbardziej się obawiałam! Jednak pocieszałam się tym, że w naszym lesie są inne ładniejsze drzewa jak dąb lub buk. Nagle warkot silnika ucichł, a zza zarośli wyłoniła się postać dorosłego mężczyzny niosącego piłę motorową. Aż zamarłam z przerażenia. Owa postać podeszła najpierw do starego dębu, obejrzała go dokładnie, a następnie podchodziła kolejno do mnie, brzózki, dębu i buka. Po chwili ujrzałam chłopca idącego w stronę mężczyzny. Nagle rozległ się głos piły motorowej. Wtedy już wiedziałam, że ci ludzie mają zamiar ściąć któreś z drzew wcześniej przez nich oglądanych. Wtedy zdałam sobie sprawę, że mogę to być ja lub moja najlepsza przyjaciółka. W tym momencie aż łzy podeszły mi do oczu. Jednak okazało się, że wybór padł na dęba. Już po piętnastu minutach pocięte na kawałki drzewo leżało na przyczepie, a zadowoleni mężczyźni odjeżdżali. Właśnie w taki sposób bezmyślni ludzie niszczą lasy. Ostrzegam – bycie drzewem jest bardzo stresujące!
Po tym wydarzeniu odwiedziło nas jeszcze czterech innych ubranych na zielono mężczyzn. Z ich rozmowy od razu wywnioskowałam, że prawdopodobnie jaszcze dzisiaj nad naszym lasem przelecą dwa samoloty. Ale co to może oznaczać? Tylko jedna myśl przychodziła mi do głowy – opryski. Od razu podzieliłam się tą nowiną z innymi drzewami, które przyjęły tę wiadomość z wielkim optymizmem. Ale sama nie wiem, czy moje przypuszczenia okażą się prawdziwe? Może tym ludziom chodziło o coś zupełnie innego? Mimo tego bardzo się cieszę, że nareszcie uwolnię się od tych wstrętnych komików i mszyc, które ciągle atakują moją korę i liście. Jak ja tych ohydnych robaków nic znoszę! Nie dają mi spokoju nawet w nocy! To okropne mieć na sobie mnóstwo tych małych uciążliwych żyjątek! Ale dość już tego marudzenia i narzekania! Moje przypuszczenia dotyczące oprysków okazały się prawdą. Dzisiaj po południu nad naszym lasem leciały dwa samoloty, które spuszczały na nas „różne płyny". Moim marzeniem jest to, by takie opryski przeprowadzano przynajmniej trzy razy do roku. Ale są inne -równie ważne – sprawy jak opryski. Piszę ważne, ponieważ dzisiaj w naszym lesie miało miejsce straszne wydarzenie!
Wieczorem, gdy rozmawiałam z moją najlepszą przyjaciółką brzózką, nagle poczułyśmy zapach dymu. Nie przejęłyśmy się jednak tym, gdyż nigdzie nie widziałyśmy ognia. Początkowo pomyślałyśmy, że może jacyś ludzie palą w pobliżu ognisko i stąd ten zapach. Po pewnym czasie woń ta stawała się coraz bardziej intensywna, a zza koron innych drzew wydobywały się już kłęby siwego dymu. W tej sytuacji tylko jedna myśl przychodziła mi do głowy – POŻAR! Nagle zauważyłam uciekających sarnę i zająca, a po chwili słyszałam tylko krzyki ludzi: – Pali się, pali się! Uświadomiłam sobie , że pomimo tego, iż bym bardzo chciała, to nie mam możliwości ucieczki przed tym strasznym żywiołem, jakim jest ogień. Czuję się taka bezradna! Kiedy wszyscy uciekają , my drzewa musimy stać i czekać, aż zostaniemy spalone… Ale taki jest nasz los! Podczas, gdy tak stoję i patrzę jak za chwilę mogę spłonąć, mam ochotę rozpłakać się. Jednak moim płaczem nie powstrzymam ognia, który rozprzestrzenia się w bardzo szybkim tempie. Kilka drzew w pobliżu mnie już spłonęło, teraz pozostało mi tylko czekać na straż pożarną. Po chwili słyszę syreny strażackie. Mam nadzieję, że pomoc dotrze w porę i uratuje nas od spalenia. Nasłuchuję głosu syren, które wyją coraz bliżej nas. Nagle dociera do mnie krzyk brzozy przyjaciółki, której kora zaczyna płonąć. W tym momencie chcę pośpieszyć jej na ratunek, ale przecież to niemożliwe! Tak bardzo chciałabym uratować ją od spłonięcia, ale co ja mogę poradzić? Jedynym ratunkiem dla niej jest szybka interwencja straży pożarnej. Jednak moja przyjaciółka nadal plonie, a ogień zbliża się już do mnie. Kiedy straż pożarna dociera na miejsce, brzózka już nie żyje, a ja ciągle walczę z ogniem , który natarczywie próbuje atakować moją korę. Strażacy natychmiast zaczynają gasić ogień. Ratują mnie od spalenia. Nawet nie chcę myśleć, co byłoby , gdyby straż pożarna dotarła dwadzieścia minut później. Ale może byłoby lepiej, gdybym spłonęła, bo dla kogo będę teraz rosła? Przecież po mojej przyjaciółce został tylko duży, czarny węgielek… Tak mi przykro, że nie mogłam jej pomóc! Chociaż doznałam lekkich oparzeń kory, to ból po utracie najbliższej koleżanki jest silniejszy niż to cierpienie. Jest mi strasznie smutno i brakuje mi brzózki, chociaż od pożaru minęły zaledwie trzy godziny. Nie wiem jak poradzę sobie bez niej?
Dzisiejszy dzień był najgorszy w moim życiu. To straszne – po tylu latach przyjaźni stracić osobę, którą naprawdę lubiłam. A to wszystko przez tych nieznośnych ludzi! Bo to oni przecież zostawiają plastikowe butelki, niedopałki papierosów oraz inne śmieci w lesie, które pod wpływem wysokiej temperatury zapalają się. Tak naprawdę to właśnie ich winię za śmierć mojej przyjaciółki. Obraz płonącej brzózki do końca życia pozostanie w moim sercu…

Katarzyna Sobuś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by WordPress
n