n

WIOSENNY SPACER

WIOSENNY SPACER
opowiadanie twórcze

Pewnego popołudnia wybrałam się na spacer w stronę Baraków. Szłam drogą i myślałam o drzewach, które rosną blisko drogi. Postanowiłam wybrać się do lasu na dłuższy spacer. Dochodziła godzina szesnasta, słońce mocno prażyło, a ja byłam blisko pięknego i wysokiego lasu. Weszłam do niego pierwszą ścieżką i ujrzałam wysokie, potężne dęby. Były śliczne – miały rozłożyste gałęzie i średniej wielkości listki. Ten dąb przypominał mi ścieżki, po których wchodzi się do lasu. Szłam dalej przed siebie. Ptaszki śpiewały, drzewa szumiał, a ja przeżywałam zwątpienie. Nie wiedziałam, co mam zrobić – iść dalej czy też się wycofać z tego pięknego spaceru do wnętrza lasu? Nagle na kwiatach ujrzałam małe motylki. Ślicznie wyglądał obraz kwitnących konwalii. Gdy szłam dalej w głąb lasu, usłyszałam jak szumią drzewa i wtedy zrozumiałam, że one też mają swoją mowę. Wsłuchawszy się w to, co mówi las, możemy dowiedzieć się, że on pragnie ciszy, spokoju oraz przyjaźni z nami i zwierzętami. Prosi nas, obyśmy nie niszczyli tego, co on przez kilka lat budował. Idę dalej przed siebie i nadal przyglądam się pięknu tego lasu. Śpiewają ptaki, brzęczą owady, a w oddali słychać szum wody, wiatru. Wiosną rodzi się nowe życie. Runo leśne jest po prostu przepiękne. Pachnie kwiatami i świeżym powietrzem. Słońce powoli zachodzi. Od jego promieni w lesie robi się pomarańczowo. Jednak nie na długo. Wyszłam z lasu i znalazłam się na Radnej Górze w pobliskiej kaplicy. Jeszcze raz spojrzałam na las. Wyglądał majestatycznie! Ciągle myślę, że na pewno kiedyś zrobię sobie dłuższy spacer do jego pięknego i przyjemnego wnętrza…
Nagle usłyszałam głośne śmiechy i wrzaski. Po cichu zakradłam się do ogniska, wokół którego siedzieli młodzi ludzie. Przyjrzawszy się im poznałam, że to moi dobrzy znajomi. Zbulwersowało mnie ich złe zachowanie. Jedli jagody z powyrywanych krzaczków, które rzucali za siebie. Potem wstali i podeszli do wielkiego, okazałego dębu i coś tam majstrowali przez chwilę. Gdy wyszłam z ukrycia, myślałam, że zemdleję. Moim oczom ukazał się okropny obraz: jagody, puszki po piwie, plastikowe kubki walały się wśród    mchu i paproci.
Na korze dębu były wyryte ich inicjały. Nieopodal widać było rozgrzebane mrowisko. Zdezorientowane mrówki rozpaczliwie szukały pomocy. Przez połamane gałęzie wiewiórki nie mogły przechodzić z jednego drzewa na drugie, tak samo pszczoły nie mogły już zapylać podeptanych kwiatów. Młodzież strzelała petardami zakłócając ciszę lasu. Ogłuszyli wiele zwierząt, w tym zająca, który stracił słuch. Nie ma wątpliwości, że najwięcej szkód w lesie wyrządza bezmyślny człowiek! Kiedy koledzy zobaczyli mnie w pobliżu, zaprosili do siebie na wspólne ognisko. Jednak nie chciałam spędzić czasu z takimi tyranami. Zaczęłam im tłiunaczyć jaką krzywdę wyrządzają lasowi. Wyśmiali mnie tylko. Nic sobie nie robili z moich pouczeń. Nie zwracając na mnie uwagi, zaczęli maltretować małego zajączka.
Nie mogąc dłużej patrzeć na te okrucieństwa, oddaliłam się od nich. Jednak podczas dalszej wędrówki też nie natknęłam się na miłe rzeczy. Ujrzałam przed sobą wielkie śmietnisko o nieprzyjemnym zapachu. Jak ludzie mogą tak niszczyć naszą planetę Ziemię? Przecież to ona wydaje plony i utrzymuje wilgotność atmosfery, a drzewa z lasu przerabiane są na papier. W zimie las dostarcza nam drewna, którym ogrzewamy nasze mieszkania, a prócz tego upiększa nam życie.
Miałam dość długiego spaceru i postanowiłam wrócić do domu. W powietrzu unosił się okropny zapach. Nie wiedziałam, co się dzieje, lecz w oddali było widać wielki pożar. Ogień szybko się rozprzestrzeniał. Na szczęście dym unosił się tak wysoko, że ktoś z mieszkańców mojej wioski go zauważył i włączył alarm syreny. Po chwili przyjechała straż pożarna: nastąpiło wygaszenie ognia i wydostanie moich kolegów z lasu. Teraz już na dobre chciałam wrócić do domu. Następnego dnia spotkałam w szkole znajomych podpalaczy, którzy przepraszali mnie za swoje zachowanie. Zaproponowali swoją pomoc w porządkowaniu lasu. Ucieszyłam się, że przemyśleli wszystko i postanowili poprawę.

Magdalena Wilińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by WordPress
n