n

Zadziwiający sąd

Zadziwiający sąd
opowiadanie twórcze

Niedawno, może cztery miesiące temu, wybrałam się na spacer do lasu. Wszędzie panowała mroźna zima. Pyzaty, czerwony księżyc rzucał drżący blask na milczącą śnieżną polanę. Żaden dźwięk nocy nie zbudził się jeszcze. Zakrzepłe jezioro, obrzeżone półkolem sosnowego bom, wyglądało jak olbrzymi amfiteatr. Po drugiej stronie, tuż niemal nad szklistą taflą stały gęste kępy modrzewi, a śnieg i szron osnuły ich gałęzie ciężkim pokrowcem. Wśród pni panował nieprzenikniony mrok.
Nagle olbrzymia sowa wynurzyła się z tego mroku, zatoczyła wielkie kolisko i skryła się w gęstwie drzew. W chwilę potem zabrzmiał jej ponury głos, nieśmiały jednak, jak gdyby mityczna chwila ciszy nie minęła jeszcze. Śnieg, który padał cały dzień, ustał już i tylko powiew wiatru pieścił czasem oszronione konary. Panował niezwykły chłód; człowiek bez ruchu w ciągu godziny zamarzłby tu na śmierć…
Ciszę przerwał raptem jakiś dźwięk niski a drżący, niby głębokie westchnienie. Nie wydała go pierś ludzka, byłam tego pewna! Dźwięk szedł z modrzewiowej kępy. Milczenie, które wnet zapadło, wydało się jeszcze głębsze. Sowa, niby bezszelestny kłąb srebrnego puchu, poszybowała nad zamarzła gładzią jeziora. Po chwili westchnienie powtórzyło się, lecz tym razem było cichsze. Dźwięk dawał się już rozpoznać jako zdławiony bólem głos rannego zwierza.
To, co ujrzałam, było przerażające! Bardzo wolno, pełen nieufności zrodzonej w dniu dzisiejszym, olbrzymi łoś wkroczył w obręb księżycowego blasku. Jego wspaniały łeb, zgięty pod ciężarem potężnych rogów, poprzez jezioro zwracał się badawczo ku północy. Dopiero teraz usłyszałam głosy zbliżających się mężczyzn. Zrozumiałam, dlaczego zwierzę tak nasłuchiwało, i dlaczego starało się umknąć do pobliskiej kępy modrzewi. Ale na próżno! Mężczyźni wyłonili się szybko z cienia. Jeden z nich oddał strzał w kierunku łosia, po którym zwierzę padło w zaspy śniegu nie poruszając się. Kłusownik zarzucił zdobycz na plecy i obaj mężczyźni ruszyli w dalszą drogę.
Krajobraz szybko się zmieniał . Zaczęłam iść wzdłuż rzeki, która zwęziła się znacznie i stała się tak bystra, że miejscami żywy prąd przebijał spod lodowej powierzchni.   Miejsce  gładkiej  równiny  zajęły wzgórza porosłe lasem,  zwaliska
głazów i skały. Im dalej, tym okolica stawała się już coraz bardziej malownicza i dziksza. Od wschodu wyrosło nagle nowe pasmo gór. Raz po raz natrafiałam na małe jeziorka, a tu i tam lśniły zamarzłe strugi. Byłam zachwycona tym, co widziałam, a moje zachwycenie rosło z każdym krokiem. Sunęłam naprzód coraz wolniej i coraz rozważniej.
W pewnym momencie zauważyłam sowę, która wcześniej szybowała nad zamarzłym jeziorem. Zatoczyła kilka razy kolo nad lasem, po czym znikła w głębi modrzewi. Po cichutku zbliżyłam się, aby jej nie wystraszyć. Schowałam się za potężnym świerkiem i wtedy zobaczyłam coś niezwykłego! Sowa siedziała na pniu drzewa, a wokół niej zgromadziło się wiele innych leśnych zwierząt. Moje zdumienie było tym większe, iż usłyszałam, że te zwierzęta mówią. Przypominało mi to sąd. Prawdopodobnie sowa była sędzią, bóbr oskarżycielem, a obrońcą lis. Zza krzewów wyłoniły się trzy sylwetki zwierząt, obok nich szły dwa ptaki. Byli to oskarżeni – trzy lisy oraz eskorta policyjna – dwa orły. Sędziemu, czyli sowie, towarzyszyli ławnicy – trzy zające.
Rozpoczynał się proces przeciwko Głośnemu, Bałaganiarzowi i Niszczycielowi. Świadków wywołał woźny – świstak. Rozprawa rozpoczęła się słowami sędziego:
-Otwieram posiedzenie sądu! Sprawa przeciwko oskarżonym: panu Głośnemu, Bałaganiarzowi i Niszczycielowi. Czy oskarżeni będą mówić prawdę? – spytała sowa.
Oskarżeni zgodnie kiwnęli na to głowami. Następnie prokurator odczytał zarzuty postawione lisom. Niszczenie domów innych zwierząt i znęcanie się z premedytacją nad mieszkańcami lasu to tylko niektóre zarzuty postawione oskarżonym, lecz żaden z nich się do niczego nie przyznał, więc sowa zmuszona była prosić o powołanie świadków oskarżenia. Pierwszym z nich był zając, który ledwo słyszał. Stało się tak, ponieważ trzej oskarżeni wbiegli kiedyś na polanę i tak głośno krzyczeli, aż mu bębenki w uszach popękały. Drugi świadek to mrówka, która została bezdomna, ponieważ lisy rozgrzebały mrowisko obok największego dębu, w którym mieszkała ona i jej rodzina. Po jej zeznaniu oskarżeni spuścili głowy nic nie mówiąc. Oskarżyciel wezwał kolejnego świadka. Była nim wiewiórka. Na jej oczach oskarżeni kopali wszystkie grzyby jakie napotkali po drodze. Nic z tego nie rozumiałam, ponieważ teraz była zima, a grzyby są przecież w jesieni! Szybko jednak zrozumiałam, iż lisów długo nie można było złapać, dlatego rozprawa rozpoczynała się dopiero teraz. Kolejnym świadkiem był jelonek, któremu oskarżeni zamordowali matkę, a następnie spożyli ją na obiad.. Lisy go zauważyły i zaczęły za nim biec. Jelonek uciekał co sił w nogach aż znalazł się pod leśniczówką, w której ktoś się nim zaopiekował. Po tym wstrząsającym zeznaniu usłyszałam krzyki oburzenia:
-To skandal! Kłusownicy!
Żaba była kolejnym świadkiem oskarżenia. Lisy zamordowały jej przyjaciela, bobra, który wraz z nią kąpał się w moczarach. Zgromadzone zwierzęta nie kryty niezadowolenia. Sowa musiała ich wciąż na nowo uspokajać. W końcu wraz z ławnikami udała się na naradę. Obrońca pomimo mowy, którą wygłosił, nie był pewien, czy jego klienci zostaną uwolnieni.
Sąd wrócił z obrad i ławnicy odczytali wyrok. Sędzia powiedział: -Wobec  okazałej  przez oskarżonych  skruchy  sąd przychyla się  do  ich prośby o łagodną karę. Obywatele Głośny, Niszczyciel i Bałaganiarz posadzą trzy hektary lasu. Będą do końca życia dokarmiać biednych i potrzebujących i sprzątać śmieci pozostawione przez ludzi. Uważam rozprawę za zamkniętą!
Zwierzęta powróciły do swoich domów , a ja stałam jeszcze długo zdziwiona bez mchu. Strasznie zmarzłam, więc zaczęłam rozniecać ogień, aby się ogrzać. Ciągle rozmyślałam o tym, co zobaczyłam. Nikomu o tym nie opowiadałam, bo i tak nikt by mi nie uwierzył. Pewnie uznano by mnie za niespełna rozumu…
To zdarzenie sprawiło, że zaczęłam dbać o zwierzęta leśne i ich domy. Odtąd stałam się osobą, dla której sprawy środowiska naturalnego nie są już obojętne.

Katarzyna Nowak

W pracy wykorzystano fragmenty scenariusza Elżbiety Nowak „Rozprawa sądowa przeciwko ludziom, którzy niszczyli las"

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by WordPress
n